O tym, dlaczego nie może Ci być źle.

Żyjemy  czasach, w których każde złe przeżycie próbuje się zamienić w szansę na rozwój, okno mające nam dać nową perspektywę do wzrostu czy zmian. Pozytywnych oczywiście.

Nieważne co nas spotyka – osobiste dramaty, porażki, smutek, strata czy żałoba – próbuje się nas wkręcić w szaleńczy wir, mający sprawić – w myśl „co cię nie zabije, to cię wzmocni” – że absolutnie każda okropność jaka się nam w życiu przytrafi ma stać się dla nas punktem zwrotnym, zaczepieniem
i motorem napędowym dla dobrych zmian.

Jasne, czasem tak jest. Czasem znajdujemy w takich wydarzeniach sens, i umiemy znaleźć inspirację by coś w swoim życiu zmienić, naprawić, poukładać, zdystansować się. Ale błagam – to jest niewielki odsetek, tym bardziej ten dysonans jest zwiększany przez to, że obecnie oczekuje się od nas czynów co najmniej znamiennych i szukania siły w tragizmie, który nas otacza.

To trochę mechanizm obronny pozwalający nam uwierzyć, że to co nas spotyka ma jakiś większy sens. Odsuwa nasze myśli od przekonania, że w gruncie rzeczy jesteśmy bezradni w stosunku do wielu aspektów naszego życia.

Z powodów osobistych należę do kilku grup wsparcia onkologicznego, i udało mi się ostatnio przeczytać wyznanie jednej z onkologicznych pacjentek – dziękowała ona za to, że spotkał ją rak. To ją odmieniło. Po wyzdrowieniu zmieniła swoje życie i wszystko kończy się happy endem.

Tego się od nas oczekuje – nawet jak spotyka cię największe egzystencjalne guano, jak np. nowotwór – nie poddawaj się! Nie daj się złamać! Walcz! Wiecie co? Bullshit. Nie każda historia ma happy end, nie każdy znajduje siłę do walki. Ale żeby dziękować Bogu (czy jakiejkolwiek innej wyższej sile) za to, że spotyka nas coś takiego? Nope. To już wykracza nieco poza moje racjonalne rozumowanie. Oczywiście z całym szacunkiem dla opisanej bohaterki, bo to musi być heroiczny wyczyn – pokonać chorobę i jeszcze być za nią wdzięcznym.

Inna sprawa, ze jak człowiek zdrowy, to dziękuje Bogu, ale jak choroba nie poddaje się leczeniu, to zazwyczaj winni lekarze. Ot, taki semantyczny paradoks.

Racjonalizowanie dramatów i tragedii w myśl idei ciągłego wzrostu i rozwoju duchowego. Tak to widzę.

Dlaczego nie dajemy sobie prawa do smutku? Bólu? Pretensji? Słabości?

Kiedyś, gdy człowiekowi przydarzał się jakiś dramatyczny wypadek, choroba, strata, smutek – dawano takiej osobie przestrzeń i czas na przeżycie tego. Całe rodziny, bliższe i dalsze opiekowały się taką osobą, zapewniając jej możliwość do zdrowego przeżycia większości emocji, nawet tych trudnych. Poskładania się w całość, bo nie oszukujmy się, ale niejednokrotnie właśnie tacy jesteśmy – rozpruci, rozsypani, rozszarpani.

Świat zaś, aktualnie daje nam dwie opcje – mamy albo uznać, że życiowa drama to szansa do wzrostu, albo hej – jeżeli nie radzisz sobie – spokojnie, zaraz znajdziemy dla ciebie bardziej lub mniej farmakologiczną metodę na poprawę Twojego stanu. Tak, abyś w miarę szybko mógł/mogła wrócić na swoje miejsce, i robić to co do ciebie należy bez utraty dla krajowego PKB.

A gdzie w tym wszystkim miejsce na osławione „przepracowywanie” traum? Nie bez powodu ujmuję to w cudzysłów, bo nie wszystko da się przepracować, i nie wszystko będzie miało jednostronnie pozytywny rezultat. Czasem po prostu jest źle. A my robimy wszystko, żeby się od tego odsunąć, uznać, że to tylko przeszkoda do pokonania, sygnał do zmiany na lepsze. Dajemy sobie wmówić, że nasz stan, jakkolwiek zły by nie był – albo możemy sami z niego wyjść, oczywiście najlepiej cali na biało, albo dostaniemy na to odpowiedni medykament.

Co najmniej, jak gdybyśmy byli nieśmiertelni.

Photo by Ryanniel Masucol on Pexels.com

One thought on “O tym, dlaczego nie może Ci być źle.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: