Mam dość, a Ty ?

Jak tam Wasz lockdownik? Pewnie tak samo jak ja nie nadrobiliście jeszcze wszystkich zaległych książek, nie zrobiliście porządków w garderobie, nie oprawiliście w ramki tych zdjęć, które to czekają już od pół roku patrząc na Was z wyrzutem za każdym razem, gdy spoglądacie na ich stertę na biurku ?

Wypadałoby też wspomnieć o tym – jak tam forma? Te biegi, sprinty, przysiady i TikTok’owe wyzwania w stylu 30 dni na ekstra tyłek. Forma oczywiście jest, i to nie byle jaka – taka mniej więcej w kształcie pączka.

To było mniej więcej tak – rok temu na początku tego covidowego chaosu, zamknięcia, każdemu się wydawało, że to nawet całkiem dobry moment na uporządkowanie wokół siebie spraw, na które nigdy nie ma czasu. Bo siedzimy sobie w domu, bo jest okazja, nie biegamy do biura, ze spotkania na spotkanie. No fajnie. Nie żebym zazdrościła singlom i bezdzietnym parom (ha ha, może odrobinkę), którzy może rzeczywiście mogli ten czas wykorzystać w produktywny sposób, ale – o, losie – czy ktoś w ogóle wziął pod uwagę tych, którym zachciało się prokreacji i powoływania na świat istot, bądź co bądź, zupełnie nie samoobsługowych?!

O ile rok temu miałam do nadrobienia kilka książek, tak teraz, dzięki ogromowi czasu spędzanego z dziećmi w domu na zmianę ze zdalną pracą – mam tych zaległości całą półkę (no bo kto człowiekowi zabroni kompulsywnych zakupów w księgarniach on line?!). Początkowo próbowałam dziewczynom wymyślać co rusz bardziej kreatywne zajęcia – a to wyklejanki, a to malowanki, może planszówki, tańce z instruktorką przez internet, to zajęcia sensoryczne, to edukacyjne…bla bla bla.

Jak wiemy, sielska idylla, która miała trwać miesiąc, ewentualnie dwa, czy tam kwartał – rozciąga się, z przerwami już prawie rok. Gdyby tak utrzymać ten początkowy poziom kreatywności, to myślę, że niejedna z nas miałaby już na koncie co najmniej kilka publikacji, vlogów, ebooków o odkrywczych metodach na zajęcie dzieciom czasu w sposób ponadprzeciętnie nowatorski.

Tylko że…gdzie w tym wszystkim pranie, sprzątanie, gotowanie? Nie zapominając o tym, ze człowiek nie samym machaniem chochlą w garze i jazdą na mopie żyje. Co to, to nie! Czasem matka musi też przypudrować lico, zażyć odżywczej kąpieli w płatkach róż, oddać się masochistycznym uciechom depilacji nóg (tak tak…ten patriarchalny wymóg jakoś nie chce się od nas odczepić..). Dodajmy też małża, konkubina, partnera, partnerkę, z którymi chciałoby się spędzić czasu trochę więcej niż tylko ponad głowami dzieci, przekrzykując się „I tak Cię nie słyszę !” „Ja Ciebie też!”. Pół biedy, jeśli rozmówcy wydawało się, że usłyszał „kocham Cię!”.

Ponad to wszystko, jeśli by się tak zastanowić, to tuż po porannej pobudce, odżywczym śniadaniu (codziennie innym, przecież musi być zdrowo i różnorodnie!), mamy czas na wspólną jogę z dziećmi, medytację, czytanie tylko-mądrych-książek, tylko zdrowe przekąski, tylko edukacyjne, sensoryczne i stymulujące zabawy, wspólne przygotowywanie co najmniej dwudaniowych, pełnowartościowych posiłków. Nie zapominajmy po drodze o kilku spacerach i aktywności fizycznej na świeżym powietrzu, jakże ważnej dla zachowania zdrowia i rześkiego umysłu! Później oczywiście trochę edukacji, literki, cyferki, granie na pianinie, czy też matce na nerwach. Następnie, jak wiadomo tylko zdrowa kolacja, wyciszanie, bajeczki (psi patrol w TV się nie liczy!), masaże, znów jakaś wieczorna medytacja, granie na gongach tybetańskich itd. Wiadomo – dzień jak co dzień. Czyż nie ?

A wtedy wchodzi ona…cała na biało. Rzeczywistość.

Czyli – jeśli tylko uda się otworzyć oczy po nieprzespanej nocy, prawie na czworakach dotrzeć do ekspresu, by zafundować sobie boski napar pozwalający odzyskać chociaż minimum sił – serwujemy płatki, czy tam śmiercionośne białe pieczywo – ktoś ma jeszcze ochotę kłócić się z 4-latką o to co chce zjeść na śniadanie? Nope, nie ja. Ogarnianie domu, dzieci, siebie, spraw bieżących, gdy cała ekipa jest na tak zwanym kwadracie (co nie jest dalekie od prawdy – nieważne ile masz pokoi, większość aktywności odbywa się i tak najbliżej matki – czyli najbliżej kuchni, bo stamtąd wyżej wymieniona persona może najszybciej zafundować jakąś średnio zdrową przekąskę). I nie zrozumcie mnie źle – ja też chce by moje dzieci jadły zdrowo, ale jeśli mam mieć jakąkolwiek ilość czasu dla siebie, to wolę im podać herbatniki, niż stać godzinę w kuchni i kombinować. Czasem – spoko. Nie codziennie 😉

Ja już nawet nie wierzę w te instagramy. Nie ma opcji, by w dziecięcym pokoju był nonstop taki porządek. By matka wyfiokowana od rana z uśmiechem od ucha do ucha szczerzyła się na tle wylizanej na błysk kuchni. No ściema! Chyba, że w nocy nie śpisz, tylko sprzątasz, albo masz gosposię lub nianię.

Te biedne dzieciaki się nudzą w domu. O ile gdy jest fajna pogoda, można w miarę miło spędzić czas, o tyle gdy tak jak teraz – od rana jest buro i pada, to wchodzą w grę tylko krótkie spacery. Ja sama nie zamierzam naruszać swojej strefy komfortu termicznego – i gdy rzeczywiście na zewnątrz pizga złem – to ja wolę domek i ciepełko. Sorry.

Nie biczuję się, gdy włączam dziewczynom bajki, gdy zamówię jedzenie na wynos, albo gdy kręcimy się w piżamach do południa. Dla kogo to robimy? Dla siebie. Jeśli mamy przetrwać i się nie powybijać, to próbujemy ze sobą nie walczyć. A uwierzcie mi – ostatnia rzecz na jaką macie ochotę rano to spory z upartym dzieckiem, które wie lepiej.

Oczywiście – nie chciałabym tutaj straszyć czy zniechęcać kogokolwiek, kto w najśmielszych marzeniach próbuje myśleć o macierzyństwie. Ale nie oszukujmy się. Ten cały nieplanowany, roczny (z przerwami) lockdownik daje się nam we znaki.

Rodzice mogą mieć czasem dość siebie. Swoich partnerów. Swoich dzieci. I to jest NORMALNE. Nie próbujmy sobie wmówić, że im więcej czasu mamy z dziećmi tym lepiej. Że to taka wieczna sielanka. Bullshit. Dla zachowania zdrowia psychicznego potrzebna jest równowaga. W każdej sferze. A gdy budzisz się codziennie rano, i czeka na Ciebie kolejny raz, kolejny dzień, ten sam wielki kamień, który wtaczasz cały dzień, a najczęściej i tak po drodze w ciągu dnia wyślizguje Ci się z rąk, tylko po to żebyś mogła po niego wrócić i próbować od nowa… I codziennie z niekrytym zdziwieniem i zaintrygowaniem zastanawiasz się jakim cudem te same czynności mogą mieć aż tyle niespodziewanych rezultatów…to nic. To normalne.

Nie jesteś sama. Przytulam Cię mocno i nie zapominaj o sobie.

Jak to mówią – trzeba najpierw napełnić swój kubeczek, żeby móc dać coś od siebie innym. Naucz się odpuszczać, zaakceptuj tę dziwną dynamikę ostatnich miesięcy i uwierz, że jesteś wystarczająca. Wystarczający. Nawet jeśli jest Ci daleko do ideału.

Cheers!

Photo by cottonbro on Pexels.com

One thought on “Mam dość, a Ty ?

Odpowiedz na aksinia-kawa-pudelka Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: