Wara od mojej macicy, maszkaro.

„Na Twoim miejscu, ja bym…” I właściwie na tym można by zakończyć, bo takie zdanie samo w sobie jest sprzeczne i bezsensowne. Bo jak to tak? Ja? Na Twoim miejscu? Ależ proszę. Rozgoszczę się, i chociaż wcale mnie o to nie prosisz, to ja i tak powiem Ci, co bym zrobiła. Bo ja bym zrobiła lepiej. Ba! Ja się znam na rzeczy, już to przeszłam, a nawet jak nie, to znam Ciebie i Twoje życie wystarczająco dobrze, żeby Ci powiedzieć, co ja bym na Twoim miejscu zrobiła i co jest dla Ciebie lepsze.

I tak, Moi Drodzy, obecnie mamy wysyp domorosłych specjalistów, którzy bez cienia zawahania stoją w pogotowiu, w blokach startowych by tylko doszukać się sytuacji z naszego życia, w której oni zachowaliby się lepiej. Właściwiej, mądrzej, bardziej odpowiednio. Nie mam tu na myśli tylko specjalistów wyprodukowanych przez Google z doktoratem i habilitacją „od wszystkiego”. Nie, nie. Widzimy teraz całą rzeszę polityków i ludzi mediów, którym nawet cholerna brewka nie drgnie, gdy z pozycji ciepłego fotela, tudzież w błysku fleszy na mównicy oceniają co oni zrobiliby na naszym miejscu. I na tym nie koniec. Oni nie tylko oceniają. Oni mówią nam co jest jedyną i właściwą drogą. I spróbuj tylko, nędzny człowieczku, się sprzeciwić, to znajdziemy na Ciebie paragraf. Raz, dwa.

Wiecie już chyba o czym mowa? We mnie się gotuje. Jestem wściekła, zrozpaczona i nie rozumiem jak garstka ludzi na czele z zawistną, nienawidzącą kobiet kreaturą może decydować o losie milionów z nas? Osobiście nie planuje nigdy już być w ciąży ale mnóstwo moich koleżanek, bliskich, czy kiedyś nawet moje córki, mogą w przyszłości stać przed decyzją o ewentualnej terminacji ciąży. Z różnych powodów. Nie oceniam. Ale w przypadku wady letalnej płodu, gdy nie ma szans na cień normalnego życia, a jeżeli to życie potrwa dłużej niż kilka dni czy tygodni, to będzie katorgą dla samego dziecka, czy też w przyszłości dorosłego, niepełnosprawnego najprawdopodobniej fizycznie i psychicznie, którym ktoś będzie musiał opiekować się do końca życia.

Nie oceniam, czy ktoś robi badania prenatalne czy nie. Dopóki mamy prawo wyboru – możemy z niego korzystać. Sama nie wiem, czy byłabym w stanie poświęcić się w 100% dla 24/7 opieki nad dzieckiem w stanie wegetatywnym. Mówię oczywiście o świadomej decyzji, gdy już w pierwszych tygodniach ciąży wiedziałabym o takiej wadzie. Kosztem moich zdrowych dzieci i pozostałych osób w rodzinie. Kosztem siebie, swojego zdrowia fizycznego jak i psychicznego i jakiejkolwiek przyszłości. Nie wierzę, ze urodziliśmy się po to żeby świadomie cierpieć, i że to cierpienie ma jakiś sens. Zwłaszcza cierpienie osoby urodzonej bez podstawowego chociaż zasobu umiejętności by wiedzieć, gdzie jest, i że żyje w społeczeństwie.

Wiem, że na pewno nie każdy się ze mną zgodzi. To jest fundamentem człowieczeństwa, że się różnimy, i to jest piękne. Tylko dlaczego większość, podkreślam, większość zagorzałych obrońców życia poczętego uaktywnia się tylko teraz, gdy po drugiej stronie barykady pojawiają się ludzie broniący prawa do decydowania o swoim ciele i życiu? Dlaczego nie widać szturmów pod sierocińcami, domami dziecka, domami samotnych matek i pikiet o to, by rząd zainteresował się tym, że te placówki funkcjonują na granicy wypłacalności, nie mówiąc o tym, że utrzymują się w sporej części z datków i pomocy ludzi dobrej woli?

Gdzie są obrońcy życia, kiedy kobieta urodziwszy zdrowe dziecko, sama w wyniku komplikacji okołoporodowych umiera lub w znacznym stopniu traci zdrowie i możliwości by zajmować się swoją pociechą? Opuszcza ją mąż, czy partner. Miga się od obowiązku płacenia alimentów. Jakoś ani widu, ani słychu, by polityczki pokroju pani Godek rzucały się niczym Rejtan na ratunek i w obronie ostatniej ostoi wiary. Katolików, na czele z prezesem toruńskiej rozgłośni też nie widać.

Gdzie jest wsparcie od Was dla rodzin zastępczych, które heroicznym wysiłkiem próbują czasem zapewnić ciężko chorym dzieciom chociaż namiastkę normalności. I mówiąc o namiastce normalności mam na myśli podstawową opiekę i rehabilitację, której próżno szukać w placówkach publicznych, ze względu na brak kadry, która to oczywiście jest wynikiem nikłych nakładów finansowych na tego typu boskie przybytki. I nie bez powodu mówię boskie – bo wg doktryny wiary, którą jesteśmy teraz terroryzowani, powinniśmy być miłosierni wobec siebie. Bardzo, kurwa, śmieszne. Najśmieszniejsze w momencie kiedy środki na opiekę dla ciężko chorych dzieci, czy oddziały onkologiczne są przekierowywane do TVP. Jedyną i właściwą rozgłośnię narodowej propagandy.

Gdzie jesteście, obrońcy życia poczętego, kiedy ciężko upośledzeni seniorzy (część z nich porzucona już jako dzieci), dokonują żywota w Domach Pomocy Społecznej, opuszczeni, bez właściwej opieki, bez bliskich, z bolesnymi odleżynami, nieodpowiednio odżywieni. Gdzie jest wtedy to miłosierdzie do życia poczętego, bo jakoś kolejek przed tego typu placówkami nie ma. Tzn. kolejki są, ale potrzebujących, a nie osób chętnych szerzyć łaskę i miłość do bliźniego.

Tak właśnie to widzę. Krzyk pod publikę. Byle się pokazać, byle się wybielić, przedstawić jako lepszego od tych okrutnych morderców malutkich, słodkich bąbelków. Tyle, że te bąbelki mogą nie mieć połowy twarzy, przełyku, czaszki, oczu, połowy serca, brak jelit, no generalnie sama śmietanka anatomiczna. Nie, wcale nie twierdzę, że takie osoby nie zasługują na szacunek, każde życie na nie zasługuje. Ale życie bez mózgu, albo z perspektywą śmierci w pierwszych minutach bądź tygodniach to nie jest życie. To jest wyrok na to życie, którego niektórzy tak zajadle bronią.

Bo wiedzą lepiej co zrobiliby na naszym miejscu. I co jest dla nas lepsze.

Nie życzę nikomu znalezienia się w sytuacji decyzji o aborcji. Ale odbieranie nam tego prawa jest niehumanitarne, nieludzkie, barbarzyńskie i jest wyrazem zgorzkniałego patriarchatu i moralnego totalitaryzmu. Jak to możliwe, że w XXI, kiedy dla ludzkości „sky is the limit”, a nawet nie, bo latamy w kosmos i chcemy eksplorować go dalej, a u nas w krainie mlekiem i miodem, a raczej krwią i żółcią płynącej, pozwalamy sobie decydować za siebie o swoim ciele i życiu?

Photo by Kat Jayne on Pexels.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: