Mogę czy nie mogę?

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Pani – nazwijmy ją Jola – kobieta sukcesu. Wymarzona praca, idealny mąż i dzieci. Jola ma nawet grono przyjaciółek, pasje i czas na hobby. Istna sielanka. Jola wstaje rano, zaparza ulubioną kawkę, ogarnia poranną prasówkę i żegna się z mężem czułym całusem wychodząc do pracy. Wsiada do swojej ekstra fury i zapomina o domowej rutynie na większą część dnia.

Jej mąż – nazwijmy go Ryszard – facet idealny. Nie dość, że posprząta, ugotuje, ogarnia dzieci, pierze, prasuje, tańczy i rapuje, to jeszcze z pocałowaniem w rękę robi wszystko o co zostanie poproszony. I nie narzeka. Przywykł, że mężczyźni od lat pełnią taką rolę. Dusza człowiek możnaby rzec. I Ryszard jest zadowolony ze swojego życia. W końcu ma cudowną żonę, dzieci, a nawet czas, żeby sporadycznie udać się na przejażdzkę autem! Tego nie wiecie, ale Ryszard uwielbia jeździć samochodem. To jedna z niewielu rzeczy, które dają mu wytchnienie i czas na poskładanie myśli w bieżączce dnia. Olaboga, taki rarytas. Takiemu to dobrze!

Aż tu któregoś pięknego dnia – Grażyna (to już trzecia bohaterka naszej tragikomedii) – przewodnicząca partii rządzącej zdecydowała, by mężczyznom zabronić jeździć samochodami. A co! Można? Grażyna wszystko może. Jak pomyślała, tak zrobiła. Zasiadła dumnie ze swoim kotem na kolanach, w myślach winszując sobie tak zacnego pomysłu. W końcu na co tym truchłom jeździć samochodami? Przecież są rowery, hulajnogi. To dla ich dobra, przecież to z troski o słabszą płeć, taką niedoskonałą, wrażliwą i podatną na zranienie. Ci biedni mężczyźni nawet nie będą mieli siły i wigoru by się sprzeciwić. Na pewno zrozumieją, że tak będzie lepiej. Wystarczy, że to my, kobiety możemy kierować samochodem. I tak wiadomo, że robimy to lepiej. Wiemy do czego służy ten śmieszny dzyndzel przy kierownicy i umiemy zaparkować równolegle, na raz.

Nasz poczciwy Ryszard zaś, ze łzami w oczach słuchał orędzia groźnej Grażyny. Początkowo myślał, ze to żart, kolejna polityczna farsa pod publikę. Zagranie w stylu „pokażemy, że możemy, ale to będzie tylko pokaz siły”. Mijały godziny, a mściwa Grażyna otumaniona nienawiścią, tryumfalnie uśmiechała się do kamer. Taka dumna. Jak paw.

Wiecie co było dalej? Pewnie tak. Mężczyźni wściekli się. Tłumnie demonstrowali swoje niezadowolenie, jednoczyli się majac nadzieje na szczęśliwe zakończenie. Walczyli gorliwie i dzielnie. Dlaczego ktoś chciałby zabrać im prawo do decydowania o sobie? Przecież nawet nie każdy z nich ma samochód, a niektórzy wcale nie chcą
i nie lubią nim jeździć. Ale poruszono ich czułą strunę. Na codzień zajęci domem, pracą, dziećmi, niekończącym się praniem i bałaganem – zostawili to wszystko i wyszli zawalczyć o swoje.

I tutaj wróćmy do naszej pierwszej postaci. Jola nie rozumie, skąd u Ryszarda takie oburzenie. Przecież to tylko jakaś drobnostka, z samochodem czy bez, Rychu i tak moze być szczęśliwy, myślała. Wierzyła, że to chwilowe uniesienie, a jej mąż niebawem wróci do zmysłów i przypomni sobie gdzie jego miejsce…

Właśnie tak to widzę. Wiem, że część z Was może być oburzona takim, a nie innym porównaniem. Ale czy nie ma w tej analogii prawdy? Czy my kobiety, nie czujemy się jak ten biedny Rysiek? Ja jestem wściekła, a złość i gorycz rośnie we mnie z dnia na dzień. Jak to możliwe, że w XXI wieku, jakiś smutny, zgorzkniały człowiek, nie mający nigdy rodziny decyduje o tak wrażliwych kwestiach, jak absolutnie podstawowe prawa kobiet. Prawo do integralności cielesnej, do decydowaniu o swoim zdrowiu i życiu.

Mam to szczęście, że w tym całym dramacie otaczają mnie mądrzy mężczyźni. Nie są archetypiczną Jolą z powyższej opowiastki. Niejeden partner/mąż wychodzi ze swoją żoną na demonstracje, wspiera ją, i tak jak ja dziwi się, dlaczego ktoś może być wobec kobiec tak okrutny. Ale na pewno znacie też takich „panów” (nie bez powodu ujęłąm to w cudzysłów), którzy uważają, że kobieta nie powinna mieć niektórych praw. A już na pewno nie do decydowania o swoim ciele. No błagam, przecież wszyscy wiemy, że kobieta ma rodzić. Nieważne jak, nieważne gdzie, ważne że gatunek przedłużony. +10 pkt w konkursie na kobiete roku.

Ja wszystko mogę zrozumieć, bo nie od dziś wiadomo, że kobiety o swoje prawa musiały walczyć i niejednokrotnie historia pokazywała, że mężczyźni uzurpują sobie role płci nadrzędnej. Ale…są też kobiety, które godzą się na odbieranie im prawa do decydowania o sobie. I plują jadem na te wszystkie frywolne puszczalskie, które mają czelność mówić, że to ich życie i ich decyzja.

Tego nie potrafię zrozumieć.

Muszę tutaj zaznaczyć, że nie chcę przedstawiać rzeczywistości jako walki płci, dzielić na lepszych i gorszych. Bo po obu stronach znam osoby otwarte i wyrozumiałe, jak i te zacietrzewione w swojej nienawiści i przeświadczeniu, że świat jest tylko czarny i biały. Dobry lub zły.

A Ty? Kim jesteś w tej tragikomedii?

Photo by Pixabay on Pexels.com

2 myśli w temacie “Mogę czy nie mogę?

Odpowiedz na Ostap Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: